Jechali w nieznane, zostawiając domy, ziemię, rodzinę...Pierwszy raz byłam w gościnie u dziadków w wieku 7 lat w roku 1964...Dom przy jeziorze, rowery wodne, bardzo dużo kuzynów i kuzynek, mówiących, że my rusaki, sędziwa babcia na wózku, wesoły dziadek, dużo kuzynów i kuzynek. Zaciekawiła się historią swoich krewnych, pisaliśmy do siebie, odwiedzali raz na kilka lat, bo byli problemy z zaproszeniami. W szkole uczyłam się niemieckiego, żeby zrozumieć tych ludzi...
Zawsze podziwiałam piękno jezior, nietypowe Zamki, po prostu cud tych miejsc.Okrutny los repatriantów dotknął wiele rodzin. Ale człowiek jest mocny miłością i wiarą, nie zapomnieli skąd nasz ród...I dżiśiai po raz 21 Mrągowo przytula swoich dzieci, kresowiaków...a także byłych mieszkańców tych pięknych terenów, którzy tęsknią...Poznając oblicze Mrągowa, spotkałam szczęśliwych staruszków...ona Polka, on Niemiec. Poprosiłam o zdjęcie koło prastarych topoli, mile się zgodzili...
![]() |
fot. Halina Borawska, zdjęcia pochodzą z Olsztyna |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję serdecznie za pozostawiony komentarz pod tym postem